- Dzień dobry. Przyszłam odwiedzić narzeczonego.
- Dzień dobry. Bardzo mi przykro, ale dziś nie ma odwiedzin. szczególnie o tej porze. Mogę najwyżej coś przekazać w drodze wyjątku.
- Ale to bardzo ważne. Bardzo chcę się z nim zobaczyć. Przekazanie nie wystarczy. Proszę Pana, doktorze. Może można coś zrobić?
- Przykro mi. Nie mogę nikogo wpuścić.
- Ale to wyjątkowa sytuacja.
- Nawet w wyjątkowej sytuacji. Jak wpuszczę Panią, to każdy będzie chciał wejść. I każdy będzie w wyjątkowej sytuacji.
- Ale to naprawdę wyjątkowe. I ja jestem wyjątkowa. I mogę być wyjątkowa dla Pana doktora - to mówiąc zsunęła ramiączko letniej bluzeczki koloru morelowego, którą miała na sobie.
- Słucham...? - doktor nawet nie próbował ukryć konsternacji.
- Chciałam tylko wejść do narzeczonego, żeby zrobić mu loda - powiedziała rozsuwając stopą kolana siedzącego na krześle lekarza. - A skoro Pan doktor chce przekazać, to chyba powinnam Panu dać to, co mam dla narzeczonego.
"A niech mnie" pomyślał doktor, kiedy dziewczyna klękała między jego rozłożonymi nogami i sięgała do rozporka.
