- Najdroższa, czy w tym roku wybierzesz się ze mną do Paryża, odwiedzić naszego drogiego barona?
- Do tych dzikusów?
- Nie mów o nich tak. To bardzo mili ludzie.
- Ale mieszkają jak dzikusy. Wychodki mają na zewnątrz...
- Ale nocniki w domu.
- A poza tym głowa mnie boli. A doktór rzekł, że po laudanum lepiej nie podróżować.
- Już sam nie wiem co mam im mówić. Oni myślą, że odeszłaś...
- A gdzie bym miała odejść, jak tu wokół wszystko nasze?
- Dobrze, dobrze! Pojadę sam!
Nazajutrz hrabia wraz z niezbędną służbą zapasami i utensyliami wyruszył w drogę, a hrabina została we dworze. Pierwszego dnia miała jeszcze co robić. Przechadzała się po parku, popijała miód rozcieńczony wodą - niezawodny środek na wszelkie dolegliwości takie jak katar, kaszel, osłabienie, karmiła łabędzie i przysiadała nad brzegiem ruczaju, by poczytać tomik poezji miłosnej, który w sekrecie trzymała za toaletką. Teraz, gdy nikt jej nie pilnował mogła się oddać lekturze, która nieodmiennie sprawiała, że jej lica pąsowiały pomimo delikatnego zefirka, który owiewał je delikatnym tchnieniem. Następnego jednak dnia hrabiny nie cieszyły już ani łabędzie, ani przechadzki ani nawet wiersze. Pragnęła czegoś więcej. Chciała przeżyć coś wyjątkowego. Erotyki pobudziły jej apetyt, ale przecież zaspokoić go nie podobna. Pragnęła mężczyzny, choćby tylko na chwilę.