Ewa promieniała. Zenek musiał przyznać, nawet jeśli tylko przed sobą, że poprzedni dzień dał jej spory zastrzyk energii. Dzisiaj nawet nie potrzebowała makijażu, który i tak zrobiła, choć przyznać trzeba, że lekki. Odrobina cienia, tuszu i delikatne muśnięcie konturówką, a to wszystko uzupełnione pełnym uśmiechem równych, białych zębów. Strój także, pomimo, że nie była to wczorajsza, ulubiona sukienka Zenka, należał do bardzo pociągających. Bluzeczka na ramiączka, czerwona, z ładnym, choć nie tak dużym dekoltem odsłaniała zaledwie fragment piersi, eksponując umieszczony pomiędzy nimi wisiorek. Spódniczka czarna, dość obcisła, a jednak jeszcze nie typowa mini. Do tego czerwone kabaretki, które, jak wiedziała Ewa, bardzo pobudzają wyobraźnię mężczyzn. Na stópki założyła skromne, czerwone buty na obcasie.
Gdy pojawiła się w salonie, w którym czekał Zenek, który uznał tym razem, że warto wstać wcześniej dla takich widoków, powiedziała tylko jedno zdanie:
- Zawieź mnie na stację benzynową.