Niedziela. Rano.
- Kochanie! Kochanie, wstawaj! - Ewa była tak niecierpliwa, że wstała z samego rana, chociaż to była przecież niedziela. Ostatni dzień urlopu - wstawaj śpiochu!
- Już już... coś się stało? - Zenek był tego dnia bardzo zaspany, ale jego stojący penis wskazywał na to, że był już blisko całkowitego przebudzenia.
- Wstawaj. Wymyśliłam co zrobimy dzisiaj. Musimy się umyć, ubrać zjeść śniadanie i jechać.
- Aż tak Ci się spieszy?
- Tobie też powinno. Szczególnie jak usłyszysz co wymyśliłam.